REDAKCJA: Za nami lekkoatletyczne mistrzostwa Polski. Jak pan oceni te zawody pod względem sportowym?
ZBIGNIEW POLAKOWSKI: Poziom był naprawdę bardzo wysoki, o czym najlepiej świadczą rezultaty uzyskane przez lekkoatletów. Można powiedzieć, że jedynie mistrzostwa w Białej Podlaskiej przed pięciu lat stały na nieco wyższym poziomie. Gdyby wystartowały takie zawodniczki, jak Anna Rogowska, Anita Włodarczyk czy Kamila Chudzik, to zawody byłyby jeszcze lepsze. Podczas trzech dni rywalizacji padło wiele wyników na światowym poziomie, by wspomnieć o wyczynach Tomasza Majewskiego w pchnięciu kulą, Piotra Małachowskiego w rzucie dyskiem, Wojciecha Theinera w skoku wzwyż, Łukasza Michalskiego w skoku o tyczce i rekordzie Polski Małgorzaty Trybańskiej w trójskoku.
RED.: Gwiazdy zatem nie zawiodły, z dobrej strony pokazała się natomiast młodzież.
Z.P.: Zdecydowanie tak. Świetnych wyników od naszych utytułowanych już zawodników można było oczekiwać i tak też się stało. Z grona zdolnej młodzieży na szczególną uwagę zasługuje 20-letnia Anna Jagaciak, którą dotychczas znali głównie fachowcy zajmujący się na co dzień lekkoatletyką. Tymczasem w Bielsku-Białej poprawiła rekordy życiowe zarówno w skoku w dal, jak i trójskoku – w obu konkurencjach zdobywając medale. To wielki talent i w przyszłości będziemy mieć z niej pociechę.
RED.: Organizacja mistrzostw była dużym przedsięwzięciem. Jak udało się temu podołać?
Z.P.: Myślę, że takiej obiektywnej oceny pod względem organizacji imprezy mogą dokonać ci, którzy nie mieli udziału w przygotowaniu mistrzostw od tej strony. Słyszę i czytam, że mistrzostwa udały się świetnie, a wykonana przez nas praca została doceniona. Wiadomo, że były pewne mankamenty, niedociągnięcia, ale generalne oceny są jak najbardziej pozytywne.
W klubie jest nas bardzo mało, bo zarząd liczy tylko sześć osób. Chciałbym w tym miejscu podkreślić ogromną pomoc poszczególnych wydziałów Urzędu Miasta w Bielsku-Białej w organizacji imprezy, a w szczególności Wydziału Kultury Fizycznej i Sportu oraz Wydziału Promocji. Poza tym podziękowania należą się zarządowi i radzie miasta z prezydentem Jackiem Krywultem na czele za podjęcie decyzji o inwestycjach związanych z organizacą mistrzostw, a także dla Bielsko-Bialskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji.
Największą trudność organizacyjną sprawiła nam logistyka związana z zakwaterowaniem uczestników zawodów. To nie był przyjazd jednej grupy wycieczkowej, która ma ściśle określony harmonogram pobytu. Nie wszyscy korzystali z pełnego wyżywienia, jedni przyjeżdżali, pozostali, którzy zakończyli udział w zawodach, opuszczali natomiast hotele. Mieliśmy łącznie 536 uczestników, a poza tym kilkudziesięciu trenerów i działaczy oraz 67 sędziów. Nie było więc możliwe zakwaterowanie wszystkich w jednym miejscu.
Innym problemem było pozyskiwanie sponsorów, nawet na tak wielką imprezę medialną, jak krajowe mistrzostwa. Zawody transmitowała przecież telewizja, na stadionie był telebim, dopisała publiczność, a mimo tego zabrakło np. producentów wody mineralnej, którzy odmówili nam wsparcia. Przykre jest to, że nie z naszej winy nie otrzymaliśmy pieniędzy z Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach, gdzie urzędnicy dowolnie interpretują napisany przez siebie regulamin konkursowy. A przecież na stadionie czy też na wszystkich materiałach z imprezy promowaliśmy województwo śląskie. Trudno zrozumieć dlaczego tak się dzieje, tym bardziej, że wsparcie z Urzędu Marszałkowskiego otrzymują np. turnieje szachowe. Która impreza jest bardziej promocyjna – niech Czytelnicy sami ocenią. Dziękujemy zatem sponsorom, którzy nie zawiedli i mieli jednocześnie szansę promowania własnej firmy i marki na mistrzostwach.
RED.: Co roku w stolicy Podbeskidzia odbywają się zawody lekkoatletyczne z udziałem wielu polskich gwiazd. Lipcowe mistrzostwa były chyba jednak większym wydarzeniem od dorocznych mityngów BeskidianAthletic?
Z.P.: Zgadza się, zwłaszcza, że do startu w mistrzostwach Polski wszyscy najlepsi zawodnicy są zobowiązani. Zwolnieni ze startu są jedynie zawodnicy kontuzjowani, a także za Ci, którzy uzyskali zgodę Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Tak było w przypadku Marcina Lewandowskiego, który na dystansie 800 metrów występował w mityngu Diamentowej Ligi. W Bielsku-Białej zaprezentował się tylko w biegu na 1500 m. Dodatkowym atutem bielskich zawodów był fakt, że nie wszyscy najlepsi polscy lekkoatleci mieli wypełnione minima na europejski czempionat w Barcelonie.
RED.: Jakie beskidzkie akcenty mieliśmy podczas tegorocznych mistrzostw?
Z.P.: Najlepszy, choć niespodziewany wynik uzyskał wychowanek Juniora Kamesznica Krzysztof Tomasiak z AZS AWF Katowice, który sięgnął po brąz w skoku w dal. Poza tym nieźle w trójskoku wypadła Katarzyna Płonka z MKS Żywiec, no i wychowankowie Sprintu. Teresę Dobiję chyba "zjadła" trema w skoku w dal, gdzie zajęła czwarte miejsce, Łukasz Haratyk był dziewiąty w pchnięciu kulą, a Jolanta Handzlik na 400 m uplasowała się na ósmej pozycji.
RED.: Na czym skupia się aktualna działalność Sprintu Bielsko-Biała?
Z.P.: Mamy trochę utalentowanej młodzieży, którą się zajmujemy. Ale oczywiście, gdy zawodnicy kończą 19 lat to przechodzą do innych klubów. Dużym talentem jest 18-letni skoczek wzwyż Konrad Konieczny. Na juniorskich mistrzostwach Polski nieco zawiódł zajmując ósme miejsce. Wcześniej przekraczał jednak regularnie granicę dwóch metrów, co dobrze wróży mu na przyszłość. Nadzieje wiążemy także z występami Magdaleny Nabielec, która startuje w konkurencjach biegowych na 800 m i 1500 m. Kontuzja stopy wyeliminowała ją z juniorskich mistrzostw, a szkoda, bo medal na pewno był w zasięgu jej możliwości.
RED.: Kondycja lekkoatletyki w Bielsku-Białej nie jest chyba najlepsza?
Z.P.: Myślę, że po mistrzostwach Polski pojawi się nieco więcej młodzieży chętnej do uprawiania poszczególnych dyscyplin lekkoatletycznych. Czekam na to, kiedy boisko Orlik mieszczące się przy ulicy Piastowskiej, gdzie zaczynałem karierę nie tylko ja, ale również tacy mistrzowie, jak Jola Januchta – do dzisiaj rekordzistka Polski na 800 m i Jurek Pietrzyk – medalista olimpijski w sztafecie 4x400 m, zaopatrzone zostanie w bieżnię i skocznie. Takie plany zresztą już powstały, ale wszystko zależne jest od środków finansowych. Jeśli to się uda, nie można wykluczyć znacznego wzrostu zainteresowania lekkoatletyką. Trzeba pamiętać, że dojazd do stadionu w Wapienicy jest utrudniony, zwłaszcza w okresie jesiennym, gdy dzieci późno kończą lekcje w szkołach. Mamy jednak piękny obiekt, którym wszyscy się zachwycają. Dla potrzeb klubu udostępniany jest on nieodpłatnie, dlatego namawiamy do licznego korzystania z niego przez dzieci i młodzież.
RED.: Czego jako prezes Sprintu życzyłby pan sobie w najbliższych latach?
Z.P.: Na pewno lepszych wyników zawodników naszego klubu, ale także tego, o czym wspomniałem – większego zainteresowania lekkoatletyką zarówno młodzieży, jak i sponsorów. Chciałbym, aby nauczyciele wychowania fizycznego zrozumieli, że warto kierować i przekonywać dzieci do uprawiania lekkoatletyki i podążania śladami wielkich mistrzów. Nie może być przecież tak, że talenty gdzieś nam się wymykają.
Rozmawiał: Marcin Nikiel













