Michał Chrobak to wyjątkowy chłopak, bo zaakceptował swój los i potrafił się w nim odnaleźć. Z codziennymi czynnościami ten młody mieszkaniec Bielska-Białej nie ma żadnych problemów. Mało tego, chłopak czynnie uprawia sport – narciarstwo.
- Lubię jeździć na nartach i nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej – mówi Michał, a na pytanie, jak sobie radzi robi zdziwioną minę:
- No… zwyczajnie. Po prostu – uśmiecha się kącikiem ust.
Narciarstwo pochłania Michała coraz bardziej – od dawna już jeździ w klubie sportowym „Start Bielsko”.
- Od 2002 roku – wyjaśnia.
Do tej pory bielszczanin zdobył kilka cennych nagród i wyróżnień.
- Parę razy byłem wicemistrzem kraju w swojej kategorii – wyjaśnia niechętnie.
Za trzy lata przed Michałem Chrobakiem prawdziwe wyzwanie – został już wytypowany do kadry Polski na wyjazd na Paraolimpiadę w Soczi.
- Mam nadzieję, że nie zawiodę – mówi.
Tymczasem jednak Michał zrealizował właśnie jedno ze swoich wielkich marzeń – z pomocą najbliższych zdołał ubierać pieniądze na skuter. Od kilkunastu dni praktycznie nie rozstaje się z nim. A kiedy pogoda nie sprzyja przejażdżką miejskimi ulicami, Michał wsiada na skuter i robi przynajmniej kilka rundek na podwórku przy budynku, w którym mieszka.
Michał Chrobak jest prawdziwą dumą swojej babci, pani Ireny Rychleńskiej. To ona go wychowuje od dziecka.
- Tak to się złożyło – wzdycha pani Irena. – Pod koniec lat dziewięćdziesiątych sąd przyznał mi prawo opieki nad dwuletnim wtedy Michasiem. Musiałam skończyć z pracą zawodową i poświęcić się jemu. Wymagał całodobowej opieki. Bałam się, że sobie nie poradzę, ale na szczęście miałam wokół siebie samych dobrych ludzi, którzy nie tylko pomagali mi rzeczowo, ale wspierali dobrym słowem. To podtrzymywało mnie na duchu. No i mój mąż zdecydował się wziąć na siebie obowiązek utrzymania nas. I tak jakoś to zaleciało. Nie jest łatwo, ale inni mają gorzej.
Pani Irena cieszy się, że Michał staje się z dnia na dzień coraz bardziej samodzielny.
- Całe szczęście – mówi – bo teraz z kolei mój mąż wymaga opieki. Rozchorował się poważnie i jemu muszę poświęcić większość czasu. Równowaga w przyrodzie widać musi być – śmieje się babcia Michała.
Życie tej rodziny upływa na nieustannym stawianiu czoła przeciwnościom. Mimo to i Michał i jego babcia potrafią znaleźć w sobie pogodę ducha. Jak twierdzą, optymizm buduje w nich każdy kolejny cel – ten mały i większy.
- Cel i marzenia – wzdycha pani Irena. – Bez tego życie byłoby smutne.
A jakie ma marzenia babcia Michała?
- Skromne – odpowiada. – Wymalować wreszcie mieszkanie. Od razu byłoby tu przyjemniej.













