Stargardzki Portal Internetowy
 
Reklama w portalu
Szukaj w portalu
21 Maj 2012
Tymoteusz, Wiktor, Kryspin
25.09.2010 09:20
Pasja z gwizdkiem
Beskidy
Rozjemcą w piłkarskich bojach być nie łatwo. Obowiązki sędziego wykonywać można jednak rzetelnie. Pochodzący z Łodygowic, pierwszoligowy arbiter Tomasz Wajda, opowiada nam o najważniejszych aspektach pracy sędziego piłkarskiego.
REDAKCJA: Jak zaczęła się pańska kariera sędziego piłkarskiego? Czy od początku miało to związek z zainteresowaniem piłką nożną?
TOMASZ WAJDA: Interesowałem się sportem, ale z początku wcale nie futbolem. Uczęszczałem do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Żywcu, gdzie pod okiem trenera Jana Lacha doskonaliłem swoje umiejętności w łucznictwie. Po zakończeniu nauki w szkole średniej moja przygoda z tą dyscypliną dobiegła jednak końca. Byłem jednak bardzo chętny do aktywności fizycznej, stąd występy w piłkarskiej drużynie b-klasowej. Gra w piłkę nożną zakończyła się, gdy zostałem sędzią. Bardziej doświadczeni koledzy uświadomili mi, że nie sposób połączyć te zajęcia, dlatego postanowiłem poświęcić się sędziowaniu.
Zainteresowanie sędziowaniem rozpoczęło się trochę z przypadku. Darek Mrowiec, szef wydziału sędziów w żywieckim podokręgu piłkarskim, to dobry znajomy moich rodziców i podczas jednego ze spotkań zaproponował mi spróbowanie sił w sędziowaniu. To był taki pierwszy moment i na pewno obranej wówczas drogi nie żałuję.

RED.: Zapewne dobrze pamięta pan również swój debiut...
T.W.: Jak każdy sędzia zaczynałem jako arbiter liniowy. Choć był to tylko mecz juniorów to zapamiętałem go bardzo dobrze, gdyż przyszło mi sędziować w Zarzeczu – miejscowości, z której pochodzi moja żona i gdzie aktualnie mieszkam. Na meczu zjawiło się więc wiele znajomych mi osób, co było pewnym dodatkowym wyzwaniem.

RED.: I jak wyglądały początki?
T.W.: Cieszyło mnie to, co robię. Szczególnie podobała mi się jednak rola sędziego głównego i wcale nie dlatego, aby być kimś najważniejszym na boisku, bo przecież dobry sędzia to taki, którego obecność jest podczas spotkania niezauważalna. Pamiętam debiut na szczeblu b-klasy. Miałem świadomość, że wszystko przede mną i dużo jeszcze muszę się uczyć, często także na błędach. Nikt nie jest doskonały i w tym fachu pomyłki się zdarzają. To rzecz naturalna, u nas niestety sędziowskie błędy szybko są rozdmuchiwane. Czasami nie zwraca się uwagi na duże błędy zawodników, ale gdy przytrafią się one sędziemu, nawet bez większego wpływu na przebieg meczu, to pamięta się o tym.

RED.: Czy zatem nie uważa pan, że wprowadzenie nowinek technologicznych w postaci np. powtórek spornych sytuacji mogłoby bardzo pomóc?
T.W.: Aktualne stanowisko nie jest przychylne dla tego typu zmian. Jeśli chodzi o powtórki wideo to w moim odczuciu jedynie wprowadzenie kontroli linii bramkowej wydaje się zasadne. W pozostałych spornych sytuacjach dochodziłoby do zbyt wielu sprzeczności, włącznie z koniecznością przerywania akcji, których nie można byłoby już odtworzyć po zweryfikowaniu danej sytuacji.
Podczas meczów Ligi Europejskiej wprowadzono pilotażowy program z obecnością dwóch dodatkowych sędziów za bramkami. Ze statystyk wynika, że znacznie zmniejszyła się ilość prób wymuszania fauli w polu karnym, nie ma też pomyłek dotyczących tego, czy piłka przekroczyła linię bramkową. Europejska i Międzynarodowa Federacja Piłkarska podążają więc bardziej w stronę zwiększenia liczby sędziów podczas meczów. Zresztą każda z federacji otrzymała okres dwóch lat na przetestowanie w swoich rozgrywkach krajowych programu z dodatkowymi sędziami asystentami. Zobaczymy, jak będzie to funkcjonować w naszym kraju.

RED.: Który z meczów był dla pana najtrudniejszym w dotychczasowej karierze?
T.W.: Najwięcej emocji wiązało się dla mnie z pierwszoligowym debiutem. Po awansie do grona sędziów I ligi od razu trafił mi się mecz nazywany „hutniczymi derbami” pomiędzy zespołami Stali Stalowej Woli i KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Sędziowanie przy tak dużej liczbie widzów i wyjątkowym ciężarze gatunkowym konfrontacji było dla mnie nowością.
Pod względem decyzyjnym bardzo dobrze pamiętam mecz Piasta Gliwice z bytomską Polonią, kiedy to pełniłem funkcję sędziego technicznego. W pamięci zapadła mi sytuacja, gdy piłkarze Polonii zdobyli w mojej opinii nieprzepisowego gola, przeszkadzając bramkarzowi w wyprowadzeniu piłki. Jako, że najlepiej widziałem całe zdarzenie zasugerowałem to przez słuchawkę sędziemu głównemu, do którego należy przecież decyzja ostateczna. Arbiter wysłuchał mojej opinii i nie uznał gola. Później już do końca meczu byłem mocno zestresowany, bo wiedziałem, że o tej sytuacji będzie się dyskutować jeszcze długo po zakończeniu spotkania. Na całe szczęście podjęta decyzja okazała się słuszna.
Generalnie łatwiej sędziuje się mecze w wyższych klasach rozgrywkowych. Piłkarze prezentują wyższy poziom zaawansowania technicznego, bardziej skupiają się na grze w piłkę, jest też mniej dyskusji z arbitrami.

RED.: Środowisko sędziowskie w Polsce mocno ucierpiało na niedawnych aferach związanych z ustawianiem wyników spotkań. Jak pan odbiera całe zamieszanie?
T.W.: Opinia o sędziach faktycznie została mocno nadszarpnięta. Na pewno jednak wiele się zmieniło. Nie chciałbym dokonywać ocen tego, co było w przyszłości, bo na pierwszoligowym szczeblu nie jestem na tyle długo. To, co się działo nie było właściwe, ale trudno jednoznacznie osądzać, gdy najczęściej dysponuje się dowodami na zasadzie „słowo przeciwko słowu”. Aktualnie mogę powiedzieć tyle, że podejście do tego fachu jest bardzo profesjonalne. Mamy sponsora tytularnego, który zaopatruje nas w niezbędny sprzęt, uczestniczymy również w obozach przygotowawczych. W minionym sezonie z I ligi do Ekstraklasy trafiło aż pięciu sędziów, co pokazuje, że warto się starać. Ja spędziłem tylko sezon w II lidze, po czym dostąpiłem zaszczytu awansu. Sędziowanie bardzo mi się podoba i bez właściwego nastawienia trudno o rzetelne wypełnianie obowiązków.

RED.: Czy każdy sędzia ma jakąś strategię prowadzenia meczu, sposób na temperowanie piłkarzy?
T.W.: Tak naprawdę najistotniejszą kwestią jest wyczucie atmosfery danego spotkania. Zdarzają się przecież mecze z podtekstami, mecze derbowe, w których górę biorą emocje, a zawodnicy nie darzą się odpowiednim szacunkiem. Od sędziego zależy więc jaki pułap zastosuje – kiedy używać ostrzeżeń słownych, a kiedy sięgać po kartki, bo tylko to czasem uspokaja sytuację na boisku. Później wymaga się już konsekwencji w podejmowaniu decyzji.

RED.: Łatwo jest być sędzią piłkarskim?
T.W.: Na pewno nie jest to aż tak proste, jak może się wydawać choćby z perspektywy kibica oglądającego mecz w telewizji. Na sam wyjazd na mecz składa się dużo czynników. Jesteśmy zaopatrzeni w sport-testery, dostajemy zestawy treningowe od trenera zatrudnionego w Polskim Związku Piłki Nożnej i musimy ćwiczyć trzy razy w tygodniu. Dyspozycja sędziów jest więc pod stałą kontrolą. Poza tym, aby podnosić swoje kwalifikacje nieodzowne jest oglądanie spotkań i kaset ze specjalnie przygotowanymi sytuacjami kontrowersyjnymi. Należy ponadto na bieżąco śledzić zmiany w przepisach i korzystać z materiałów szkoleniowych. To zajmuje dużo czasu i wymaga oczywiście poświęceń. Ze swojej strony muszę podkreślić, jak wiele daje mi wsparcie ze strony rodziny. Zrozumienie i akceptacja tego, czym się zajmuje jest bardzo ważna, bo często wobec wyjazdów poświęca się właśnie rodzinny czas.

RED.: Co jest więc kluczem, aby być dobrym sędzią?
T.W.: Istotna jest wytrwałość w tym, co się robi. Do każdego meczu, bez względu na klasę rozgrywkową, należy podchodzić z maksymalną koncentracją. Podczas rozmaitych kursów prowadzone są zajęcia z psychologiem. Pamiętam takie bardzo ważne zdanie, że 99 procent koncentracji przed meczem to 100 proc. porażki. Właśnie tego jednego procenta może zabraknąć w najważniejszej sytuacji na przestrzeni 90 minut. Należy więc swoje obowiązki wykonywać w pełni profesjonalnie.

Rozmawiał: Marcin Nikiel
Dodał: beskidy24.eu
Żródło: Gazeta Beskidzka/ fot. ARC Drukuj wiadomość    Wyślij link do wiadomości 
Beskidy
Ocena: BeskidyBeskidyBeskidyBeskidyBeskidy Twój głos:
Komentarze [ilość 0]
Dodaj komentarz do aktualnie czytanego newsa.
Twój podpis:
Jaki będzie wynik mnożenia liczb 4 i 2.
Odpowiedz wprowadź w zapisie liczbowym.:
Redakcja portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy internautów.
Ta wiadomość została dodana przez Ciebie, aministratorzy serwisu zakończyli okres moderacji i już nie możesz zmieniać jej treści.
Moje wiadomości

Beskidy

Beskidy

Beskidy