Podczas jednej z czerwcowych akcji dziennikarze zajęli się Rajczą i jej okolicami. Czytelnicy informowali bowiem o licznych przypadkach wysypywania popiołu w lesie, czy na brzegach rzek i potoków. Zawiadomiony o tym wójt Rajczy, Adam Iwanek, tłumaczył, że dbanie o rzeki i jej brzegi, to sprawa dyrekcji Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej, poza tym – jak stwierdził Iwanek – mieszkańcy mogą bezpłatnie oddawać popiół Zakładowi Usług Komunalnych pod warunkiem jednak, że zakupią sobie specjalne worki na odpady.
Śmieci w regionie były od zawsze i aż trudno to zrozumieć, że mieszkańcy tego uroczego zakątka Beskidów poczynają sobie tak beztrosko. Niszczą przecież własne otoczenie i bynajmniej nie zachęcają w ten sposób turystów do przyjazdu. Inna sprawa, to fakt lekceważenia problemu przez władze samorządowe i – jak widać na przykładzie powyższym – uprawianie spychologii. Wystarczy zobaczyć, jak wyglądają brzegi Jeziora Żywieckiego, aby zrozumieć, że dbałość o czystość i otoczenie nie jest wciąż najmocniejszą stroną regionu żywieckiego. Tym bardziej więc przyklasnąć należy wszelkim akcjom, które przyczyniają się do likwidowania dzikich wysypisk i uświadamiania mieszkańcom potrzeby życia w rzeczywistości wolnej od wszędobylskich śmieci.












