Po wypadku, kiedy skończyły się pieniądze z odszkodowania, a żona pana Daniela z uwagi na chorobę musiała zrezygnować z pracy, w domu Koniorów powiało prawdziwą biedą. Zapach ubóstwa nie przeraził jednak mieszkańca Bielska-Białej. Mając przyznaną okresową rentę inwalidzką w wysokości zaledwie 500 zł, Daniel Konior postanowił dorobić trochę grosza.
- I otworzyłem mały, jednoosobowy warsztat samochodowy – tłumaczy bielszczanin. – W starym, zagrzybionym pomieszczeniu, które mam po ojcu.
Kilka miesięcy po uruchomieniu firmy Konior zgłosił się na kolejne badanie lekarskie w ZUS-ie, aby zachować prawo do świadczenia.
- To odrębny wątek, bo nie mam ręki i przecież nie odrośnie mi, a mimo to co jakiś czas muszę to udowadniać przed lekarzami. Trudno to pojąć – dziwi się nasz rozmówca.
Podczas badania, Daniel Konior usłyszał, że skoro prowadzi działalność gospodarczą, to o stałą rentę trudno mu się będzie starać, bo najwidoczniej może jednak pracować.
- Tak właśnie traktują człowieka w Polsce przepisy – wzdycha pan Daniel. – Ledwo co pomagają. I jeszcze kłody pod nogi rzucają.
- Możemy działać jedynie w oparciu o obowiązujące przepisy – tłumaczy Helena Stokłosa, rzecznik bielskiego oddziału ZUS. – Przeanalizujemy ten przypadek i na pewno nie zostawimy pana Daniela bez pomocy.
Starania bielszczanina okazały się owocne. ZUS zrozumiał jego sytuację i od niedawna pan Daniel ma stały przypływ pieniądza z kasy ZUS-u.
- Nie są to żadne duże pieniądze, po prostu stała renta – mówi Daniel Konior. – Ale jakoś człowiekowi lepiej się śpi wiedząc, że co miesiąc ma jakiś pewny dochód.
W warsztacie Daniel Konior większość prac wykonuje sam. Potrafi zrobić wszystko i jest konkurencyjny cenowo. Nie cierpi na nadmiar zleceń, ale te które ma pozwalają mu już, łącznie z rentą, godnie żyć.
Tekst i foto: KOS













