- Po naszych trupach, jak wójt dopnie swego! – zarzeka się Paweł Kajdas z Leśnej, rodzic jednego z uczniów szkoły. – Nie chcemy innej dyrektorki! Pani Ania przez pięć lat zrobiła więcej niż jej poprzednicy przez czterdzieści lat! A wójt umyślił sobie zmienić ją na swojego człowieka, bo… tak mu się podoba. Nigdy! Jak będzie trzeba, to pójdziemy na urząd.
Szkoła w Leśnej to mała placówka. Raptem sto kilkadziesiąt uczniów. Przez ostatnich pięć lat zarządzała nią Anna Polak. Rodzice uczniów są jej za to wdzięczni i teraz murem za nią stoją. Przekonują, że lepszej dyrektorki nikt im nie znajdzie.
- Zrobiła wymarzoną salę gimnastyczną, otoczenie szkoły, parking, dwa boiska, plac rekreacyjny – wyliczają rodzice. – A teraz pan wójt kopnął ją bezczelnie wiadomo w co. Skandal! Po co zmieniać cokolwiek, kiedy jest bardzo dobrze? To paranoja!
Wiedząc o zamiarach nowej władzy rodzice zaprotestowali.
- Pisaliśmy pisma, tłumaczyliśmy, nawet na sesji radni starali się to wytłumaczyć wójtowi. Ale on nas po prostu lekceważy. Jakbyśmy nie istnieli – denerwuje się Paweł Kajdas. – A czy to jego prywatny folwark jest?!
Protesty rodziców na nic zdały. Wójt zorganizował ostsatecznie konkurs, do którego stanęła dotychczasowa dyrektorka, i jeden z nauczycieli szkoły – wuefista. Konkurs jednak niczego nie rozstrzygnął, bo oboje kandydatów otrzymało taką samą ilość głosów. Wobec tego wójt powierzył na dziesięć miesięcy obowiązki dyrektora osobie trzeciej – kolejnemu pracownikowi szkoły w Leśnej.
- To absurdalne! – denerwuje się Paweł Kajdas. – Rodzice chcą pani Polak, której nikt nie jest w stanie nic zarzucić, a wójt na przekór wybiera jednoosobowo kogoś, kogo my nie zaakceptujemy. Władza, jak widać, chce konfliktu. Więc go będzie miała. W końcu dla kogo jest szkoła? Dla wójta i jego popleczników, czy dla nas, rodziców i naszych dzieci?
Stanisław Caputa, wójt Lipowej:
- Ja tam nic przeciwko pani Polak nie mam. Nie jest też dla mnie osobą, którą mógłbym jakoś szczególnie zauważać. Skończył się jej pięcioletni okres zatrudnienia na stanowisku i uznałem, że można demokratycznie dać szansę innym, każdemu, kto zgłosi się do konkursu. Skoro żaden z kandydatów nie zdołał przekonać komisji konkursowej do siebie, więc musiałem wyznaczyć osobę trzecią. Za dziesięć miesięcy pani Polak może znowu wziąć udział w konkursie.
Anna Polak, dyrektorka Szkoły Podstawowej w Lipowej, do 31 sierpnia tego roku:
- Nigdy nie sądziłam, że za moją pracę spotka mnie coś takiego. Czuję gorycz, bo poświęciłam się tej szkole i dzieciom, i nie robiłam tego dla pieniędzy. Nie rozumiem takiej polityki naszej władzy. Gdyby nie rodzice, chyba bym zrezygnowała sama wobec takiego nastawienia do mnie pana wójta.













